Ktoś zapukał do drzwi. Szczerze mogłam użyć jednej z mocy
wampira i dowiedzieć się kto tam stoi, lecz nie miałam czasu, bo ktoś otworzył
drzwi. Myślałam, że to Parteniusz, bo tylko on wchodzi do pokoju bez pozwolenia
i rzuciłam, w stronę drzwi poduszą.
-Ał... Chciałam pogadać, a nie stoczyć bitwę na poduszki.
Ale, jak chcesz.- Heliodora rzuciła się na moje łóżko z poduszką w ręce, po
czym mnie nią uderzyła.
Trochę zdziwiła mnie jej obecność. Ja rzadko z nią
rozmawiam.
-Ał... Myślałam, że to Parteniusz. - Spojrzałam na siostrę.
-No tak. Nie dziwie się, że tak pomyślałaś. I w ogóle jak wy
możecie być bliźniakami, przecież on jest totalnym kretynem, a ty geniuszem
zbrodni.- Heliodora się zaśmiała.
Boże ona umie się śmiać. Ona naprawdę jest miła.
-Bo ja zjadłam jego mózg i ja mam teraz dwa, a on żadnego. -
Obie zaczęłyśmy się śmiać.
Śmiałyśmy się tak przez dłuższą chwile, lecz nic nie trwa
wiecznie.
-A teraz powiedz mi, dlaczego płakałaś? - Heliodora zadała
mi pytanie, tak jakby już znała, na nie odpowiedz.
-Ja nie płakałam. - Wyszczerzyłam się do siostry.
-Przecież wiem, że płakałaś. To przez tego chłopaka? Czujesz
coś do niego. Coś innego. - Heliodora jakby czytała mi w myślach, mówiła o
Agisie. No tak moja siostra nie zna tego uczucia.
-Był dla mnie bardzo dobrym przyjacielem, ale okazał się,
być inny, niż myślałam. - Pochyliłam tylko głowę.
-Dobra. Dam Ci rade napisz coś. - Heliodora wstała z mojego
łóżka.
-Co...? Co mam napisać? - Spojrzałam na siostrę, która
wychodziła z mojego pokoju.
-Jakąś historie. Jak byłaś mała, wymyślałaś nie jedną, a ja
je zapisywałam.- Co? Ona ze mną spędzała czas? Z dzieciństwa pamiętam tylko to,
iż spędzałam cały czas Parteniuszem. Zmuszali mnie do rozmów z nim, lecz każda
z tych rozmów prowadziła do kłótni...
Poszłam powoli do kuchni, zabrałam swoją porcję żelek oraz
pewne pudełeczko z lodówki i poszłam się przejść do Puszka.
Puszek to mój zwierzak tylko ojciec stwierdził, iż jeżeli
będę chciała go zostawić, to ma pilnować wejścia do Hadesu. Nie dość, że trzeba
przepłynąć Styks, z tym wrednym dziadem przewoźnikiem, to jeszcze postawił
mojego pieska na straży.
Gdy doszłam do Puszka, otworzyłam pudełko i wyciągnęłam z niego
trzy duże kawałki steku po jednym na główkę. Puszek posłusznie je zjadł i się
schylił. Weszłam na jego środkową głowę
i tam się położyłam.
- Dobry Puszek. A ojciec każe mi Cię nie dokarmiać. Ja go
nie rozumiem. - Powiedziałam na głos, głaskając mojego pieska, lecz szybko
pożałowałam swoich słów.
- Hermiono co ty robisz z tym psem? Chcesz, żeby Ci coś
zrobił? - Powiedział mój ojciec, stojąc w łodzi z przewoźnikiem.
Ta jasne mi coś zrobi. Prędzej jak mu każe, to ciebie
poturbuję, a nie mnie.
- Nic tato. Nie tato. - Powiedziałam od niechcenia.
No tak on chce, abym żyła, bo chce zobaczyć upadek swego
brata.
- Zejdź tu! - Mój ojciec podniósł głos. Nie lubił, jak
mówiłam do niego tato, bo wiedział, że mówię to od niechcenia.
- Puszek na dół. Dobry piesek. - Poklaskałam Puszka i
podeszłam do ojca.
- Puszek co za irracjonalne imię dla cerbera. On dobry?
Chodź do łodzi.- Ojciec pokazał ręką na miejsce obok niego.
- Imię piękne, bo z głębi serca, chyba masz coś takiego,
chodź po tobie można się wszystkiego spodziewać. I on jest bardzo dobry. A z
tym to nigdzie nie jadę. Nie lubię go. Sama dostane się do pokoju.-Zanim
usłyszałam i zobaczyłam, jak ojciec wybucha, byłam już w pokoju.
Jak ja nie lubię go. Czemu ja muszę być do niego podobna! Jest jednak kilka rzeczy, którymi się różnimy.
Ja jak się denerwuje, to próbuje uspokoić nerwy i napisać coś albo upiec
ciasteczka lub babeczki. A on nie. On woli wybuchnąć i to dosłownie wtedy to
cały się pali, najpierw przez ułamek sekundy na czerwono, a później na niebiesko.
Powoli otworzyłam drzwi, by sprawdzić, czy droga wolna, lecz
usłyszałam tylko krzyk ojca.
- Ból! Panik! - No tak nie ma to, jak wyżywać się na
mniejszych i słabszych. - Gdzie ona jest? - Jaka ona? Przecież nie może chodzić
o mnie, bo co Ból i Panik do tego mają. Co się znowu stało?
Powoli wychyliłam się z pokoju i podeszłam powoli do
schodów.
- Noo... - Zaczął Panik.
- Ona. - Bardziej pewnie dodał Ból.
- Chyba... - Panik już zaczął żałować, że użył słowa
"chyba".
- Wyszła, Panie. - Co...? Kto wyszedł? No bo chyba nie mama.
Naglę, coś dotknęło moich pleców. Gwałtownie się obróciłam.
- Parteniusz... Co ty tu...?- Powiedziałam półtonem.
- To samo co ty.- Uśmiechnął się szyderczo. - Siostra no nie
wiedziałem, że posuniesz się do podsłuchiwania.
- A ty to co?
- U mnie to normalka. - No tak. Mogłam się tego spodziewać.
Już miałam mu odpowiedzieć, lecz naglę, usłyszeliśmy
kolejnych wrzask, więc się obróciłam.
- Jak możecie nie wiedzieć, gdzie jest Pelagia? Mieliście
jej pilnować.
- Panie ona wyszła. - A nam nie wolno wychodzić bez
poinformowania kogokolwiek.
Naglę, Parteniusz wyrwał się z krzykiem i mnie popchnął.
- Jak to my nie mogliśmy w jej wieku wychodzić, a ona może?
- Co za debil i jeszcze mnie wydał.
- Nie. Nie może tak jak ty nie możesz podsłuchiwać i ty
Hermiono tego się po tobie...
- Tak wiem, nie spodziewałeś się tego po mnie, ale jak mamy
Cię nie podsłuchiwać jak drzesz się na cały Hades. - Skwitowałam ojca.
- No właśnie ojciec. Dziwię się, że jeszcze nie dostałeś,
prośby od wujka byś ciszej krzyczał, bo cię na Olimpie słychać. - Obróciłam się
w stronę brata i pierwszy raz w życiu przybiłam mu piątkę.
Ojciec już miał znowu krzyczeć, lecz gdy, zobaczył, jak
przebijamy sobie z bratem piątkę, to tylko pokiwał zadowolony głową.
Zamknęłam oczy.
- Pelasia siedzi w starym pokoju. Tym co ja z Parteniuszem
rozwaliliśmy jak byliśmy mali.- Powiedziała w przestrzeń. Gdy otworzyłam oczy
ojca już nie było.
- To były dobre czasy co siostra?- Obróciłam się zaskoczona
w stronę brata.
- Tak były wyśmienite. Nikt nie mówił co mamy robić. Jak żyć.
A nie to, co teraz. Ta wyrocznia tylko problemy sprawia. - Przypomniałam sobie,
jak ojciec wezwał mnie i Parteniusza na rozmowę wobec naszej przyszłości. Wtedy
jeszcze nie wiedziałam, po co, to no przecież byłam dzieckiem. Ociec stanowczym
tonem powiedział słowa przepowiedni „Bliźniacze dzieci urodzone w mroku i
cierpieniach, minionego milenium będą w stanie pokonać, bliźniacze dzieci
urodzone w szczęściu i świetle tego samego czasu, lecz tylko wtedy, gdy między
nimi zapanuje spokój i zgoda. Jedna para będzie, potrafiła zaćmić drugą, lecz
nigdy nie będą mogli razem trwać. Wróciłam do żywych, kiedy usłyszałam
przeraźliwy pisk Pelasii.
- Czemu mu powiedziałaś, gdzie jestem? Kto Cię o to prosił?
Co? - O Bogowie mam już dość. Wolałam, jak się do mnie nie odzywała.
- No co ojciec robił haje więc by go uspokoić powiedziałam
co wiedziałam. - Mam już dość tego, że ona myśli, że jest od wszystkich lepsza.
- Ty jesteś po prostu głupia... Nie umiesz się pogodzić z
tym, że to ja jestem najgorsza i dlatego ojciec mnie kocha, a nie Ciebie... -
Pelasia machnęła ręką i zaczęła się śmiać.
- Ojcu wydaje się, że Cię kocha. A tak ogólnie to nie wiem
czemu miałabym być zazdrosna o to, że ojciec kocha Ciebie, ja tą 'miłością' nie
jestem zainteresowana. W ogóle ta 'miłość' nie jestem mi potrzebna.-
Uśmiechnęłam się szyderczo do tej gnidy i poszłam spotkać się z Eleriną...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz