wtorek, 24 listopada 2015

Hermiona

Ktoś zapukał do drzwi. Szczerze mogłam użyć jednej z mocy wampira i dowiedzieć się kto tam stoi, lecz nie miałam czasu, bo ktoś otworzył drzwi. Myślałam, że to Parteniusz, bo tylko on wchodzi do pokoju bez pozwolenia i rzuciłam, w stronę drzwi poduszą.
-Ał... Chciałam pogadać, a nie stoczyć bitwę na poduszki. Ale, jak chcesz.- Heliodora rzuciła się na moje łóżko z poduszką w ręce, po czym mnie nią uderzyła.
Trochę zdziwiła mnie jej obecność. Ja rzadko z nią rozmawiam.
-Ał... Myślałam, że to Parteniusz. - Spojrzałam na siostrę.
-No tak. Nie dziwie się, że tak pomyślałaś. I w ogóle jak wy możecie być bliźniakami, przecież on jest totalnym kretynem, a ty geniuszem zbrodni.- Heliodora się zaśmiała.
Boże ona umie się śmiać. Ona naprawdę jest miła.
-Bo ja zjadłam jego mózg i ja mam teraz dwa, a on żadnego. - Obie zaczęłyśmy się śmiać.
Śmiałyśmy się tak przez dłuższą chwile, lecz nic nie trwa wiecznie.
-A teraz powiedz mi, dlaczego płakałaś? - Heliodora zadała mi pytanie, tak jakby już znała, na nie odpowiedz.
-Ja nie płakałam. - Wyszczerzyłam się do siostry.
-Przecież wiem, że płakałaś. To przez tego chłopaka? Czujesz coś do niego. Coś innego. - Heliodora jakby czytała mi w myślach, mówiła o Agisie. No tak moja siostra nie zna tego uczucia.
-Był dla mnie bardzo dobrym przyjacielem, ale okazał się, być inny, niż myślałam. - Pochyliłam tylko głowę.
-Dobra. Dam Ci rade napisz coś. - Heliodora wstała z mojego łóżka.
-Co...? Co mam napisać? - Spojrzałam na siostrę, która wychodziła z mojego pokoju.
-Jakąś historie. Jak byłaś mała, wymyślałaś nie jedną, a ja je zapisywałam.- Co? Ona ze mną spędzała czas? Z dzieciństwa pamiętam tylko to, iż spędzałam cały czas Parteniuszem. Zmuszali mnie do rozmów z nim, lecz każda z tych rozmów prowadziła do kłótni...
Poszłam powoli do kuchni, zabrałam swoją porcję żelek oraz pewne pudełeczko z lodówki i poszłam się przejść do Puszka.
Puszek to mój zwierzak tylko ojciec stwierdził, iż jeżeli będę chciała go zostawić, to ma pilnować wejścia do Hadesu. Nie dość, że trzeba przepłynąć Styks, z tym wrednym dziadem przewoźnikiem, to jeszcze postawił mojego pieska na straży.
Gdy doszłam do Puszka, otworzyłam pudełko i wyciągnęłam z niego trzy duże kawałki steku po jednym na główkę. Puszek posłusznie je zjadł i się schylił.  Weszłam na jego środkową głowę i tam się położyłam.
- Dobry Puszek. A ojciec każe mi Cię nie dokarmiać. Ja go nie rozumiem. - Powiedziałam na głos, głaskając mojego pieska, lecz szybko pożałowałam swoich słów.
- Hermiono co ty robisz z tym psem? Chcesz, żeby Ci coś zrobił? - Powiedział mój ojciec, stojąc w łodzi z przewoźnikiem.
Ta jasne mi coś zrobi. Prędzej jak mu każe, to ciebie poturbuję, a nie mnie.
- Nic tato. Nie tato. - Powiedziałam od niechcenia.
No tak on chce, abym żyła, bo chce zobaczyć upadek swego brata.
- Zejdź tu! - Mój ojciec podniósł głos. Nie lubił, jak mówiłam do niego tato, bo wiedział, że mówię to od niechcenia.
- Puszek na dół. Dobry piesek. - Poklaskałam Puszka i podeszłam do ojca.
- Puszek co za irracjonalne imię dla cerbera. On dobry? Chodź do łodzi.- Ojciec pokazał ręką na miejsce obok niego.
- Imię piękne, bo z głębi serca, chyba masz coś takiego, chodź po tobie można się wszystkiego spodziewać. I on jest bardzo dobry. A z tym to nigdzie nie jadę. Nie lubię go. Sama dostane się do pokoju.-Zanim usłyszałam i zobaczyłam, jak ojciec wybucha, byłam już w pokoju.
Jak ja nie lubię go. Czemu ja muszę być do niego podobna!  Jest jednak kilka rzeczy, którymi się różnimy. Ja jak się denerwuje, to próbuje uspokoić nerwy i napisać coś albo upiec ciasteczka lub babeczki. A on nie. On woli wybuchnąć i to dosłownie wtedy to cały się pali, najpierw przez ułamek sekundy na czerwono, a później na niebiesko.
Powoli otworzyłam drzwi, by sprawdzić, czy droga wolna, lecz usłyszałam tylko krzyk ojca.
- Ból! Panik! - No tak nie ma to, jak wyżywać się na mniejszych i słabszych. - Gdzie ona jest? - Jaka ona? Przecież nie może chodzić o mnie, bo co Ból i Panik do tego mają. Co się znowu stało?
Powoli wychyliłam się z pokoju i podeszłam powoli do schodów.
- Noo... - Zaczął Panik.
- Ona. - Bardziej pewnie dodał Ból.
- Chyba... - Panik już zaczął żałować, że użył słowa "chyba".
- Wyszła, Panie. - Co...? Kto wyszedł? No bo chyba nie mama.
Naglę, coś dotknęło moich pleców. Gwałtownie się obróciłam.
- Parteniusz... Co ty tu...?- Powiedziałam półtonem.
- To samo co ty.- Uśmiechnął się szyderczo. - Siostra no nie wiedziałem, że posuniesz się do podsłuchiwania.
- A ty to co?
- U mnie to normalka. - No tak. Mogłam się tego spodziewać.
Już miałam mu odpowiedzieć, lecz naglę, usłyszeliśmy kolejnych wrzask, więc się obróciłam.
- Jak możecie nie wiedzieć, gdzie jest Pelagia? Mieliście jej pilnować.
- Panie ona wyszła. - A nam nie wolno wychodzić bez poinformowania kogokolwiek.
Naglę, Parteniusz wyrwał się z krzykiem i mnie popchnął.
- Jak to my nie mogliśmy w jej wieku wychodzić, a ona może? - Co za debil i jeszcze mnie wydał.
- Nie. Nie może tak jak ty nie możesz podsłuchiwać i ty Hermiono tego się po tobie...
- Tak wiem, nie spodziewałeś się tego po mnie, ale jak mamy Cię nie podsłuchiwać jak drzesz się na cały Hades. - Skwitowałam ojca.
- No właśnie ojciec. Dziwię się, że jeszcze nie dostałeś, prośby od wujka byś ciszej krzyczał, bo cię na Olimpie słychać. - Obróciłam się w stronę brata i pierwszy raz w życiu przybiłam mu piątkę.
Ojciec już miał znowu krzyczeć, lecz gdy, zobaczył, jak przebijamy sobie z bratem piątkę, to tylko pokiwał zadowolony głową.
Zamknęłam oczy.
- Pelasia siedzi w starym pokoju. Tym co ja z Parteniuszem rozwaliliśmy jak byliśmy mali.- Powiedziała w przestrzeń. Gdy otworzyłam oczy ojca już nie było.
- To były dobre czasy co siostra?- Obróciłam się zaskoczona w stronę brata.
- Tak były wyśmienite. Nikt nie mówił co mamy robić. Jak żyć. A nie to, co teraz. Ta wyrocznia tylko problemy sprawia. - Przypomniałam sobie, jak ojciec wezwał mnie i Parteniusza na rozmowę wobec naszej przyszłości. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, po co, to no przecież byłam dzieckiem. Ociec stanowczym tonem powiedział słowa przepowiedni „Bliźniacze dzieci urodzone w mroku i cierpieniach, minionego milenium będą w stanie pokonać, bliźniacze dzieci urodzone w szczęściu i świetle tego samego czasu, lecz tylko wtedy, gdy między nimi zapanuje spokój i zgoda. Jedna para będzie, potrafiła zaćmić drugą, lecz nigdy nie będą mogli razem trwać. Wróciłam do żywych, kiedy usłyszałam przeraźliwy pisk Pelasii.
- Czemu mu powiedziałaś, gdzie jestem? Kto Cię o to prosił? Co? - O Bogowie mam już dość. Wolałam, jak się do mnie nie odzywała.
- No co ojciec robił haje więc by go uspokoić powiedziałam co wiedziałam. - Mam już dość tego, że ona myśli, że jest od wszystkich lepsza.
- Ty jesteś po prostu głupia... Nie umiesz się pogodzić z tym, że to ja jestem najgorsza i dlatego ojciec mnie kocha, a nie Ciebie... - Pelasia machnęła ręką i zaczęła się śmiać.
- Ojcu wydaje się, że Cię kocha. A tak ogólnie to nie wiem czemu miałabym być zazdrosna o to, że ojciec kocha Ciebie, ja tą 'miłością' nie jestem zainteresowana. W ogóle ta 'miłość' nie jestem mi potrzebna.- Uśmiechnęłam się szyderczo do tej gnidy i poszłam spotkać się z Eleriną...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz