wtorek, 24 listopada 2015

Hermiona

Ktoś zapukał do drzwi. Szczerze mogłam użyć jednej z mocy wampira i dowiedzieć się kto tam stoi, lecz nie miałam czasu, bo ktoś otworzył drzwi. Myślałam, że to Parteniusz, bo tylko on wchodzi do pokoju bez pozwolenia i rzuciłam, w stronę drzwi poduszą.
-Ał... Chciałam pogadać, a nie stoczyć bitwę na poduszki. Ale, jak chcesz.- Heliodora rzuciła się na moje łóżko z poduszką w ręce, po czym mnie nią uderzyła.
Trochę zdziwiła mnie jej obecność. Ja rzadko z nią rozmawiam.
-Ał... Myślałam, że to Parteniusz. - Spojrzałam na siostrę.
-No tak. Nie dziwie się, że tak pomyślałaś. I w ogóle jak wy możecie być bliźniakami, przecież on jest totalnym kretynem, a ty geniuszem zbrodni.- Heliodora się zaśmiała.
Boże ona umie się śmiać. Ona naprawdę jest miła.
-Bo ja zjadłam jego mózg i ja mam teraz dwa, a on żadnego. - Obie zaczęłyśmy się śmiać.
Śmiałyśmy się tak przez dłuższą chwile, lecz nic nie trwa wiecznie.
-A teraz powiedz mi, dlaczego płakałaś? - Heliodora zadała mi pytanie, tak jakby już znała, na nie odpowiedz.
-Ja nie płakałam. - Wyszczerzyłam się do siostry.
-Przecież wiem, że płakałaś. To przez tego chłopaka? Czujesz coś do niego. Coś innego. - Heliodora jakby czytała mi w myślach, mówiła o Agisie. No tak moja siostra nie zna tego uczucia.
-Był dla mnie bardzo dobrym przyjacielem, ale okazał się, być inny, niż myślałam. - Pochyliłam tylko głowę.
-Dobra. Dam Ci rade napisz coś. - Heliodora wstała z mojego łóżka.
-Co...? Co mam napisać? - Spojrzałam na siostrę, która wychodziła z mojego pokoju.
-Jakąś historie. Jak byłaś mała, wymyślałaś nie jedną, a ja je zapisywałam.- Co? Ona ze mną spędzała czas? Z dzieciństwa pamiętam tylko to, iż spędzałam cały czas Parteniuszem. Zmuszali mnie do rozmów z nim, lecz każda z tych rozmów prowadziła do kłótni...
Poszłam powoli do kuchni, zabrałam swoją porcję żelek oraz pewne pudełeczko z lodówki i poszłam się przejść do Puszka.
Puszek to mój zwierzak tylko ojciec stwierdził, iż jeżeli będę chciała go zostawić, to ma pilnować wejścia do Hadesu. Nie dość, że trzeba przepłynąć Styks, z tym wrednym dziadem przewoźnikiem, to jeszcze postawił mojego pieska na straży.
Gdy doszłam do Puszka, otworzyłam pudełko i wyciągnęłam z niego trzy duże kawałki steku po jednym na główkę. Puszek posłusznie je zjadł i się schylił.  Weszłam na jego środkową głowę i tam się położyłam.
- Dobry Puszek. A ojciec każe mi Cię nie dokarmiać. Ja go nie rozumiem. - Powiedziałam na głos, głaskając mojego pieska, lecz szybko pożałowałam swoich słów.
- Hermiono co ty robisz z tym psem? Chcesz, żeby Ci coś zrobił? - Powiedział mój ojciec, stojąc w łodzi z przewoźnikiem.
Ta jasne mi coś zrobi. Prędzej jak mu każe, to ciebie poturbuję, a nie mnie.
- Nic tato. Nie tato. - Powiedziałam od niechcenia.
No tak on chce, abym żyła, bo chce zobaczyć upadek swego brata.
- Zejdź tu! - Mój ojciec podniósł głos. Nie lubił, jak mówiłam do niego tato, bo wiedział, że mówię to od niechcenia.
- Puszek na dół. Dobry piesek. - Poklaskałam Puszka i podeszłam do ojca.
- Puszek co za irracjonalne imię dla cerbera. On dobry? Chodź do łodzi.- Ojciec pokazał ręką na miejsce obok niego.
- Imię piękne, bo z głębi serca, chyba masz coś takiego, chodź po tobie można się wszystkiego spodziewać. I on jest bardzo dobry. A z tym to nigdzie nie jadę. Nie lubię go. Sama dostane się do pokoju.-Zanim usłyszałam i zobaczyłam, jak ojciec wybucha, byłam już w pokoju.
Jak ja nie lubię go. Czemu ja muszę być do niego podobna!  Jest jednak kilka rzeczy, którymi się różnimy. Ja jak się denerwuje, to próbuje uspokoić nerwy i napisać coś albo upiec ciasteczka lub babeczki. A on nie. On woli wybuchnąć i to dosłownie wtedy to cały się pali, najpierw przez ułamek sekundy na czerwono, a później na niebiesko.
Powoli otworzyłam drzwi, by sprawdzić, czy droga wolna, lecz usłyszałam tylko krzyk ojca.
- Ból! Panik! - No tak nie ma to, jak wyżywać się na mniejszych i słabszych. - Gdzie ona jest? - Jaka ona? Przecież nie może chodzić o mnie, bo co Ból i Panik do tego mają. Co się znowu stało?
Powoli wychyliłam się z pokoju i podeszłam powoli do schodów.
- Noo... - Zaczął Panik.
- Ona. - Bardziej pewnie dodał Ból.
- Chyba... - Panik już zaczął żałować, że użył słowa "chyba".
- Wyszła, Panie. - Co...? Kto wyszedł? No bo chyba nie mama.
Naglę, coś dotknęło moich pleców. Gwałtownie się obróciłam.
- Parteniusz... Co ty tu...?- Powiedziałam półtonem.
- To samo co ty.- Uśmiechnął się szyderczo. - Siostra no nie wiedziałem, że posuniesz się do podsłuchiwania.
- A ty to co?
- U mnie to normalka. - No tak. Mogłam się tego spodziewać.
Już miałam mu odpowiedzieć, lecz naglę, usłyszeliśmy kolejnych wrzask, więc się obróciłam.
- Jak możecie nie wiedzieć, gdzie jest Pelagia? Mieliście jej pilnować.
- Panie ona wyszła. - A nam nie wolno wychodzić bez poinformowania kogokolwiek.
Naglę, Parteniusz wyrwał się z krzykiem i mnie popchnął.
- Jak to my nie mogliśmy w jej wieku wychodzić, a ona może? - Co za debil i jeszcze mnie wydał.
- Nie. Nie może tak jak ty nie możesz podsłuchiwać i ty Hermiono tego się po tobie...
- Tak wiem, nie spodziewałeś się tego po mnie, ale jak mamy Cię nie podsłuchiwać jak drzesz się na cały Hades. - Skwitowałam ojca.
- No właśnie ojciec. Dziwię się, że jeszcze nie dostałeś, prośby od wujka byś ciszej krzyczał, bo cię na Olimpie słychać. - Obróciłam się w stronę brata i pierwszy raz w życiu przybiłam mu piątkę.
Ojciec już miał znowu krzyczeć, lecz gdy, zobaczył, jak przebijamy sobie z bratem piątkę, to tylko pokiwał zadowolony głową.
Zamknęłam oczy.
- Pelasia siedzi w starym pokoju. Tym co ja z Parteniuszem rozwaliliśmy jak byliśmy mali.- Powiedziała w przestrzeń. Gdy otworzyłam oczy ojca już nie było.
- To były dobre czasy co siostra?- Obróciłam się zaskoczona w stronę brata.
- Tak były wyśmienite. Nikt nie mówił co mamy robić. Jak żyć. A nie to, co teraz. Ta wyrocznia tylko problemy sprawia. - Przypomniałam sobie, jak ojciec wezwał mnie i Parteniusza na rozmowę wobec naszej przyszłości. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, po co, to no przecież byłam dzieckiem. Ociec stanowczym tonem powiedział słowa przepowiedni „Bliźniacze dzieci urodzone w mroku i cierpieniach, minionego milenium będą w stanie pokonać, bliźniacze dzieci urodzone w szczęściu i świetle tego samego czasu, lecz tylko wtedy, gdy między nimi zapanuje spokój i zgoda. Jedna para będzie, potrafiła zaćmić drugą, lecz nigdy nie będą mogli razem trwać. Wróciłam do żywych, kiedy usłyszałam przeraźliwy pisk Pelasii.
- Czemu mu powiedziałaś, gdzie jestem? Kto Cię o to prosił? Co? - O Bogowie mam już dość. Wolałam, jak się do mnie nie odzywała.
- No co ojciec robił haje więc by go uspokoić powiedziałam co wiedziałam. - Mam już dość tego, że ona myśli, że jest od wszystkich lepsza.
- Ty jesteś po prostu głupia... Nie umiesz się pogodzić z tym, że to ja jestem najgorsza i dlatego ojciec mnie kocha, a nie Ciebie... - Pelasia machnęła ręką i zaczęła się śmiać.
- Ojcu wydaje się, że Cię kocha. A tak ogólnie to nie wiem czemu miałabym być zazdrosna o to, że ojciec kocha Ciebie, ja tą 'miłością' nie jestem zainteresowana. W ogóle ta 'miłość' nie jestem mi potrzebna.- Uśmiechnęłam się szyderczo do tej gnidy i poszłam spotkać się z Eleriną...

czwartek, 5 listopada 2015

Elerina

Wysoko, na górze pokrytej chmurami mieści się królestwo pewnego boga. Wszechmocnego, władającego całym znanym światem. Ów bóg to Zeus. Ma piękną żonę Herę i trójkę dzieci.
Dobra, dość, zaczynam gadać jak Hermiona, pomyślałam i odłożyłam swój notatnik na miejsce. Walnęłam się na łóżko i pogrążyłam się w myślach.
Dzisiaj miała się odbyć Uroczystość Wieczności, na której jubilat mógł poprosić o spełnienie jednego marzenia, najczęściej wiążącego się z jakąś mocą. Do teraz pamiętam każdy szczegół dnia, w którym to ja i Agis prosiliśmy naszego ojca o dary. Ja poprosiłam go o moc odczytywania aury i uczuć dowolnego stworzenia, a mój bliźniak o możliwość wpływania na nie. Wzajemnie się uzupełnialiśmy. To była jedna z niewielu rzeczy, z których jestem naprawdę zadowolona.
A dziś o moc miała poprosić Pelagia, moja młodsza, jakże uwielbiana przez otoczenie kuzynka. Czyli będzie także jej siostra, a moja najlepsza przyjaciółka. To dobrze, wreszcie sobie spokojnie pogadamy, bez żadnego ,,Gdzie ty się szlajałaś?!" od strony jakiegokolwiek rodzica. No chyba że zniknie z Agisem.
 - El! - usłyszałam wyżej wspomnianego, który nagle zapragnął wleźć do mojego pokoju bez uprzedzenia - Zbieraj się! Mamy mało czasu, naprawdę mało! Widziałaś moją ulubioną koszulkę?
 - Agis. Jakbyś zapomniał, to prosiłam żebyś pukał. Poza tym JA jestem gotowa od 40 minut, a TY mnie poganiasz, chociaż sam łazisz tylko w gaciach? Tak, widziałam, leży gdzieś na korytarzu w okolicach pokoju Herkulesa.
 - Ratujesz mi życie, siostrzyczko - rzucił, po czym wybiegł z pomieszczenia. Zdążyłam jeszcze za nim krzyknąć:
 - Nie wiem, jak wiadomość o koszulce ratuje ci życie, ale proszę. I nie przejmuj się tym, że zostawiłeś drzwi otwarte na oścież!
Po czym wstałam, jeszcze raz przejrzałam się w lustrze i wyszłam na zewnątrz.
Poszłam korytarzem mijając po drodze kilka pokoi, skręciłam w lewo i znalazłam się przed wielkimi, bogato zdobionymi drzwiami prowadzącymi do sali balowej. Na szczęście były otwarte, więc mogłam zrobić moje ulubione ,,Wielkie Wejście" nie musząc ich pchać jak jakaś ofiara. Nie moja wina, że nie jestem zbyt silna, to Herkules jest herosem, nie ja. W każdym razie weszłam do pomieszczenia i od razu się uśmiechnęłam, bo zobaczyłam Hermionę z rodziną i moim ojcem. Najlepszy był jednak mój brat, który skradał się do niej od tyłu chcąc ją wystraszyć. Szybkim krokiem pokonałam odległość do niego i złapałam go za rękę.
 - Cii! Co chcesz? - wyszeptał.
 - Czekaj chwilę - odpowiedziałam.
Stanęliśmy cicho za nią powstrzymując się od śmiechu. Nagle Hermiona w środku rozmowy Hadesa z moim ojcem zapytała:
 - Cześć wujek. Widziałeś może Agisa i Elerinę?
 - Stoją za tobą - odpowiedział mój ojciec, a ja posłałam mu spojrzenie Meduzy. Hermiona odwróciła się  uśmiechem i zawołała:
 - Witaj Agis! Witaj Elerino!
No tak, Agis pierwszy.
Zrobiła krok w naszą stronę, a jej ojciec jak cień za nią. Po chwili stanęła przed nami i z lekko speszonym uśmiechem powiedziała:
 - Tato, dyszysz mi na kark.
Rozwaliło mnie to na łopatki i przez następną minutę nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Hadesowi włosy spłonęły ze zdenerwowania (co tylko powiększyło moje rozbawienie) i wycedził do córki:
 - Hermiono, chodź. Twoja siostra odbiera prezent.
Moja przyjaciółka spojrzała na nas zbolałym wzrokiem, a ja tylko posłałam jej pełne współczucia spojrzenie, bo nadal wycierałam łzy z policzków. Gdy odeszli, żeby zobaczyć jak Pelagia prosi o dar, Agis powiedział do mnie:
 - Jesteś okropna.
 - Nie dowartościowywuj się tak – pokazałam mu język, ale natychmiast się opanowałam, bo kątem oka kogoś zobaczyłam. Kalist. Stał tam, oparty o kolumnę, w pięknej białej bluzce i jasnych spodniach, i z głową zawadiacko przekrzywioną na bok przypatrywał się nam z uśmiechem. Wygląda jak bóg, pomyślałam. Kurcze, Elerina, on JEST bogiem, ogarnij się. Natychmiast poczułam jak robi mi się gorąco i miałam wrażenie, że tak jak wujkowi Hadesowi płoną mi włosy. To głupie, to tylko chłopak. Młody, przystojny, inteligentny, zabawny, cudowny chłopak.
Zrozumiałam, że coś się dzieje dopiero gdy dostałam od Agisa w ramię.
 - Elerino, czy ty mnie w ogóle słuchasz?
 - Co? – spytałam nadal wpatrzona w obiekt moich uczuć.
Agis popatrzył na mnie i odwrócił wzrok w stronę, w którą patrzyłam, po czym prychnął i poszedł w kierunku Hermiony. W chwili kiedy odszedł ode mnie mój brat zaczął się zbliżać Kalist. Nie, nie, nie, nie, nie, nie… Nie zostawiaj mnie! Dlaczego ON tu idzie?! Zaczęłam rozglądać się z paniką w poszukiwaniu pomocy, ale wszyscy skupili się na Pelagii. W pewnym momencie nie było odwrotu.
 - Cześć. Elerina? – usłyszałam.
 - Cześć… T-tak, to j-ja… - kurcze, chyba się zbyt zdenerwowałam, muszę się uspokoić – A ty jesteś Kalist, prawda? – jakbym nie wiedziała. Chłopak był jakiś rok starszy ode mnie – gdy byliśmy mali ja bawiłam się z Hermioną, a Agis właśnie z nim, bo Parteniusz, brat bliźniak Hermiony, jakoś nie miał na to ochoty. No więc miał jakieś siedemnaście lat, był synem Apolla i muzy Euterpe, po której odziedziczył zamiłowanie do gry na flecie, no i byłam w nim zakochana.
 -  - Do usług, panienko - skłonił się przede mną z udawaną powagą, ale nie udało mu się to, gdyż ciągle miał na twarzy ten zabójczy uśmiech. - A tak w ogóle to co słychać?
 - W porządku. To znaczy, trochę mnie irytują takie imprezy, wszędzie jest hałas i tak dalej... Po prostu się na tym nudzę.
 - Zauważyłem - Czy tylko ja przeczytałam to jako "patrzę na ciebie"? Chyba jestem cała czerwona... - Ja też ich nie lubię. Nigdy nie dzieje się nic ciekawe... - nie zdążył nawet dokończyć, bo w tej chwili Hermiona i Pelagia zaczęły po sobie wrzeszczeć, po czym ta starsza zamaszyście okręciła się wokół własnej osi i zniknęła. Kątem oka zauważyłam, że Agis starał się niezauważony wyjść z sali.
 - Nie dzieje się nic ciekawego? - zapytałam mojego rozmówcę z lekkim uśmiechem.
 - Dobra, niech ci będzie. Twój ojciec cię woła. A Hades jest meeega wkurzony – spojrzałam we wskazaną stronę. Rzeczywiście, muszę szybko iść, bo zaraz rozwali cały Olimp.
 - Nie obrazisz się, jak cię zostawię?
 - Idź. Pogadamy później. - chyba nie ogarnęłam, co do mnie powiedział, bo w tej samej chwili wziął kosmyk moich włosów i poprawił mi go na ramieniu. Po czym ze smutnym uśmiechem odszedł.
Stałam tam jeszcze dobre kilka sekund zanim dotarło do mnie, że muszę iść do ojca. Podbiegłam tam i szybko musiałam się cofnąć, bo wściekły wujek Hades prawie mnie spalił.
 - Elerino, czy możesz powiedzieć cokolwiek o tej sytuacji?
 - Hmm, no więc Hermiona zanim się teleportowała to była dość mocno wkurzona i... zdołowana? Parteniusz chciałby zacząć walić głową o mur, a Pelagia jest naprawdę zadowolona. Tak trochę sadystycznie zadowolona.
 - Sadystycznie?! - ryknął ojciec wyżej wspomnianej - SADYSTYCZNIE?!?!?!
 - Hades, bracie, uspokój się. Córeczko, leć po Agisa, niech on coś z tym zrobi, bo zaraz cały Olimp stanie w płomieniach.
  - Yyy... - zaczęłam trochę niepewnie, nie chciałam pogarszać sytuacji - No więc... Agis, hmm, on wyszedł.
  - Wyszedł? - zapytał mój wuj i już go nie było.
W tym czasie do mnie i mojego ojca podeszła Persefona z resztą swoich dzieci.
 - Cóż, Zeusie, dziękujemy za wspaniałą Uroczystość, niestety będziemy się zbierać, jak widać mój mąż już sobie poszedł.
 - Ależ nie ma sprawy. Do zobaczenia następnym razem.
Wszyscy zaczęli się żegnać i rozchodzić, a ja rozejrzałam się ukradkiem po sali. Nie było już go. Trudno, pomyślałam ze smutkiem i szybkim krokiem poszłam do pokoju czatować na mojego brata.
Wrócił po jakiejś pół godziny. Kopnął drzwi od swojego pokoju tak, że otworzyły się na oścież i walnęły w ścianę, a że mój pokój jest zaraz obok, to z regału zsunęło mi się kilka książek. Podeszłam do jego drzwi i lekko zapukałam w futrynę.
 - Wszystko w porządku? - zapytałam z nadzieją. Spojrzał na mnie z furią w oczach. Nigdy nie widziałam kogoś tak wściekłego, Hades zdenerwował się tak bardzo może tylko kilka razy, ale on to miał normalnie. Natomiast Agis, osoba zazwyczaj spokojna teraz wydzierała się na mnie w najlepsze. A najgorsze było to, że nie mogłam sprawdzić jego aury. Była taka jakby... zamglona?
 - Czy wszystko w porządku? Czy wszystko jest w porządku?! NIC nie jest w porządku! Ty nie jesteś w porządku, twoje durne pytania nie są w porządku, nasza droga kuzynka nie jest w porządku, ta przepowiednia nie jest w porządku, a ja to w ogóle ze wszystkich znowu najgorszy!!!
 - Stop, przepowiednia? Jaka?
Agis zatrzymał się w pół kroku i spojrzał na mnie z politowaniem.
 - Jaka przepowiednia? Ooo... To Hermiona ci nie powiedziała? Twoja droga przyjaciółka wcale nie jest taka święta jak ci się wydaje.
 - Co? Ale o co chodzi? - niezbyt rozumiałam to co mówił, ale gdzieś we mnie pojawiła się wątpliwość.
 - O to, że jak zacznie cię poniżać albo wywyższać się, to to będzie naturalną koleją rzeczy. Ale widocznie jesteś zbyt głupia i naiwna by to pojąć.
Zabolało.
 - Wiesz co, Agis? - odparłam ze łzami w oczach, zamierzając jak najszybciej wyjść - Wypchaj się.

wtorek, 3 listopada 2015

Hermiona

W najgłębszych czeluściach mieści się Królestwo pewnego Boga. Wygnanego przez braci. Ów Bóg to Hades. Ma on piękną żono Persefonę i czwórkę dzieci.
Dobra i to chyba tyle w roli wstępu, pomyślała Hermiona, zamykając swój pamiętnik.
Jest już pierwsza trzydzieści. Muszę się zbierać. Dziewczyna szybko schowała pamiętnik i pobiegła do salonu, w którym był już Parteniusz i Pelagia.
-Witaj idioto...- Skinęłam głową w stronę brata, ten tylko obrócił się do mnie tyłem. Byłam do tego przyzwyczajona.
Podeszłam do Pelagii i podałam jej kartkę z życzeniami. Dziewczyna tylko zrobiła minę typu 'Tylko tyle, a gdzie mój prezent...
Tak, tak. Moja siostra ma dziś urodziny, lecz nie widzę w tym nic dziwnego każdy raz w roku je ma.
Do salonu weszła nasza mama. Podeszła do Pelagii i złożyła jej życzenia. Minęła Parteniusza, przy czym poczochrała mu włosy.
-Mamo... - Burknął mój brachol.
Przytuliłam się do mamy z uśmiechem od ucha do ucha.
-Jesteś szczęśliwa, że znów idziemy na Olimp?- Powiedziała mama, głaskając mnie po policzku. Moja mama znała mnie najlepiej.
-Tak. Wreszcie ich... - Nie zdążyłam skończyć zdania, gdy Pelagia się do mnie odezwała. Serio ona coś do mnie powiedziała.
-Ty się tak nie ciesz, to są moje urodziny, a nie twoje.- Pelagia podeszła do mnie. - To ja tu jestem najważniejsza i zawsze tak było. I zawsze tak będzie.- Już miałam jej jakoś odpowiedzieć, gdy w salonie pojawiła się Heliodora i nasz ojciec.
-Już, wszyscy gotowi. Trzeba wyruszać. - Mój ojciec jak zawsze na widok Pelagii miał uśmiech na twarzy, a gdy tylko spojrzał na mnie i Parteniusza obróconych do siebie plecami, pojawił się grymas. I wzrok zszedł na mnie.
-No co...? Przytulać się z nim nie będę. - Odeszłam obrażona na bok.
Nie wiem dlaczego, ale wszyscy mi się dziwią, że jako jedyna potrafię się ojcu sprzeciwiać i postawić.
Po chwili wszyscy już ruszyliśmy na Olimp. Kochałam to miejsce. Było takie ciekawe i całkowicie przeciwne do naszego domu. Tam było mnóstwo bieli i słońca.
Gdy weszliśmy, przywitała nas masa uśmiechniętych twarzy.
-Hades bracie... Jak dobrze Cię widzieć. Co tam w podziemiach? - Wujek Zeus jak zawsze wypytywał o wszystko mojego ojca.
-No wiesz. Mroczno, ponuro. - Odpowiedział mój ojczulek z nie za ładną miną. Nadal ma za złe, że został wygnany.
Moja mama rozmawiała z ciocią Herą. Ja podeszłam do wujka, mijając niezadowolonego ojca.
-Cześć wujek. Wiesz może, gdzie jest Agis i Elerina?- Pytałam z nadzieją, że będzie znał odpowiedź na moje pytanie.
-Stoją za tobą. - Odpowiedział mój wujek. Gdy tylko się obróciłam, ujrzałam pięknego 16 latka i jego także piękną siostrę. Agis był drugim synem Zeusa i Hery. Jak dla mnie był przystojniejszy od swego starszego brata Herkulesa. Z Agisem zawsze mi się dobrze rozmawiało. Często przebywałam z nim, gdy ojciec myślał, że jestem na ziemi. Za to Elerina była jego młodszą siostrą bliźniaczką i moją najlepszą przyjaciółką. Nie widziałam życia bez niej. Uśmiechnięta podbiegłam do rodzeństwa.
-Witaj Agis. Witaj Elerina.- Powiedziałam lekko speszona tym, iż tuż na moimi plecami stał mój ojciec. - Tato dyszysz mi na kark. - Obróciłam się w stronę taty.
-Hermiono chodź. Twoja siostra odbiera prezent. - Tata pociągnął mnie za ramię w stronę Pelagii, która stała teraz przed Zeusem.
-Pelagio, gdyż są twoje 7 urodziny, spełnię jedno twoje życzenie. - Zeus z powagą mówił do Pelagii. - Tylko zastanów się dobrze.- Ostrzegł ją.
-Chcę być duchem.- Cały Olimp zamilkł. Super jak ja powiedziałam, że chce być wampirem, wszyscy na mnie krzyczeli, że mnie chyba głowa boli, a tu nic.
-Kochanie może zmienisz zdanie, bycie duchem nie jest, aż tak fajne, jak myślisz. - Moja mama próbowała ją przekonać.
-Nie. To jest moje życzenie i go nie zmienię. Ja potrafię dobrze wykorzystać jedyną taką szanse. Nie to, co inni.- Pelagia spojrzała na mnie. I się zaśmiała. Zeus podniósł swoją rękę i po chwili życzenie mojej młodszej siostry się spełniło. Podeszłam do niej.
-Powiem Ci jedno. Próbując, na siłę upodobnić się do kogoś nic Ci nie da. I tak nie będziesz taka, jak Heliodora...!- Krzyknęłam, po czym teleportowałam się gdzieś na ziemie. Jak ja nie lubię mieć charakteru po ojcu. Za szybko się denerwuje. Cała nasz rodzina wiedziała, że Heliodora jakby tylko mogła, poprosiłaby Zeusa o zostanie duchem... Zawsze tego chciała, a ta mała gnida tylko próbuje się stać taka jak ona, lecz jej to nie wyjdzie.
Siedziałam sobie z nogami zwieszonymi nad jakąś przepaścią. Nawet jakbym spadła to bym przeżyła. I nawet znalazłabym się w swoim pokoju. Przyglądałam się jakiejś rodzinie. Szczęśliwej rodzinie, gdy ktoś dotknął mojego ramienia. Gdy się obróciłam, zobaczyłam Agisa. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Witam panią... - Chłopak siadł koło mnie.
-Witam pana... - Powiedziałam, patrząc, jak siada koło mnie. - Czy to nie piękne mieć, taką kochającą rodzinę... Móc mówić, że nigdzie nie jest lepiej niż w domu... - Patrzyłam, jak uśmiechnięte dzieci gonił się po podwórku.
-No tak. Znowu przy mnie myślisz na głos. Przecież ty masz rodzinę. Ko... - Agis nie zdążył dokończyć.
-Nie mów, że ja mam kochającą rodzinę. Ojciec, gdyby nie przepowiednia miałby mnie i Parteniusza
w nosie... Pelagia jest na razie jego kochaną córeczką, bo próbuje być taka jak Heliodora... Jak jego najstarsza córka, która nie przyjmuje do rozumu znaczenia słów miłość, rodzina, dobro... A moja mama... - Po policzku zaczęła mi spływać łza. - A moja mama widzi we mnie mojego ojca. Osobę, która zmusiła a ją do ślubu i do miłości. Jeżeli w ogóle można kogoś zmusić do miłości. To ty masz rodzinę, która jest podobna do tamtej. - Przetarłam oczy. Akurat jedno z dzieci przewróciło się na ziemie i stłukło kolano. Z płaczem podeszło do mamy, a ta ucałowała je w czółko. Podszedł do niego drugi chłopczyk, wyglądał na jego brata i go przytulił.
-Ty sobie nie zdajesz sprawy, co ja przeżywam. - Agis powiedział z odrazą.
-Ja nie wiem? Właśnie, że wiem. Masz kochającą rodzinę. - Mówiłam, to patrząc mu w oczy.
-U mnie nie jest tak kolorowo, jak Ci się zdaje. Rodzice ciągle porównują mnie z Herkulesem. Z panem wspaniałym. A on mnie zawsze poniża jak tylko znajdzie najmniejszy sposób i zawsze robi to, w taki sposób by rodzice zobaczyli, jaka ze mnie łamaga. A moja siostra jest kochaną córeczką. Więc wszystko jej odpuszczają. To nie jest wspaniała rodzina. - Agis wstał i powoli odszedł. - Nie będę już z tobą rozmawiać. Jesteś tak samo głupia, jak twoja rodzina. Nie chce rozmawiać z kimś, kto ma w przyszłości poniżać mnie i moją siostrę.
-Co...? Agis... Ja... Nigdy bym nie mogła.- Stałam, oszołomiona patrząc na chłopaka.
-Przestań kłamać. I wróć do swojej czeluści, bo powiem ojcu o przepowiedni. - Agis obrócił się z gniewem na twarzy.
Ja z rozbiegu skoczyłam w przepaść. Po chwili byłam już u wrót Hadesu. Pobiegłam przez salon, w którym wszyscy siedzieli, do swojego pokoju. Skoczyłam na łóżko i zaczęłam płakać w poduszkę.