czwartek, 5 listopada 2015

Elerina

Wysoko, na górze pokrytej chmurami mieści się królestwo pewnego boga. Wszechmocnego, władającego całym znanym światem. Ów bóg to Zeus. Ma piękną żonę Herę i trójkę dzieci.
Dobra, dość, zaczynam gadać jak Hermiona, pomyślałam i odłożyłam swój notatnik na miejsce. Walnęłam się na łóżko i pogrążyłam się w myślach.
Dzisiaj miała się odbyć Uroczystość Wieczności, na której jubilat mógł poprosić o spełnienie jednego marzenia, najczęściej wiążącego się z jakąś mocą. Do teraz pamiętam każdy szczegół dnia, w którym to ja i Agis prosiliśmy naszego ojca o dary. Ja poprosiłam go o moc odczytywania aury i uczuć dowolnego stworzenia, a mój bliźniak o możliwość wpływania na nie. Wzajemnie się uzupełnialiśmy. To była jedna z niewielu rzeczy, z których jestem naprawdę zadowolona.
A dziś o moc miała poprosić Pelagia, moja młodsza, jakże uwielbiana przez otoczenie kuzynka. Czyli będzie także jej siostra, a moja najlepsza przyjaciółka. To dobrze, wreszcie sobie spokojnie pogadamy, bez żadnego ,,Gdzie ty się szlajałaś?!" od strony jakiegokolwiek rodzica. No chyba że zniknie z Agisem.
 - El! - usłyszałam wyżej wspomnianego, który nagle zapragnął wleźć do mojego pokoju bez uprzedzenia - Zbieraj się! Mamy mało czasu, naprawdę mało! Widziałaś moją ulubioną koszulkę?
 - Agis. Jakbyś zapomniał, to prosiłam żebyś pukał. Poza tym JA jestem gotowa od 40 minut, a TY mnie poganiasz, chociaż sam łazisz tylko w gaciach? Tak, widziałam, leży gdzieś na korytarzu w okolicach pokoju Herkulesa.
 - Ratujesz mi życie, siostrzyczko - rzucił, po czym wybiegł z pomieszczenia. Zdążyłam jeszcze za nim krzyknąć:
 - Nie wiem, jak wiadomość o koszulce ratuje ci życie, ale proszę. I nie przejmuj się tym, że zostawiłeś drzwi otwarte na oścież!
Po czym wstałam, jeszcze raz przejrzałam się w lustrze i wyszłam na zewnątrz.
Poszłam korytarzem mijając po drodze kilka pokoi, skręciłam w lewo i znalazłam się przed wielkimi, bogato zdobionymi drzwiami prowadzącymi do sali balowej. Na szczęście były otwarte, więc mogłam zrobić moje ulubione ,,Wielkie Wejście" nie musząc ich pchać jak jakaś ofiara. Nie moja wina, że nie jestem zbyt silna, to Herkules jest herosem, nie ja. W każdym razie weszłam do pomieszczenia i od razu się uśmiechnęłam, bo zobaczyłam Hermionę z rodziną i moim ojcem. Najlepszy był jednak mój brat, który skradał się do niej od tyłu chcąc ją wystraszyć. Szybkim krokiem pokonałam odległość do niego i złapałam go za rękę.
 - Cii! Co chcesz? - wyszeptał.
 - Czekaj chwilę - odpowiedziałam.
Stanęliśmy cicho za nią powstrzymując się od śmiechu. Nagle Hermiona w środku rozmowy Hadesa z moim ojcem zapytała:
 - Cześć wujek. Widziałeś może Agisa i Elerinę?
 - Stoją za tobą - odpowiedział mój ojciec, a ja posłałam mu spojrzenie Meduzy. Hermiona odwróciła się  uśmiechem i zawołała:
 - Witaj Agis! Witaj Elerino!
No tak, Agis pierwszy.
Zrobiła krok w naszą stronę, a jej ojciec jak cień za nią. Po chwili stanęła przed nami i z lekko speszonym uśmiechem powiedziała:
 - Tato, dyszysz mi na kark.
Rozwaliło mnie to na łopatki i przez następną minutę nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Hadesowi włosy spłonęły ze zdenerwowania (co tylko powiększyło moje rozbawienie) i wycedził do córki:
 - Hermiono, chodź. Twoja siostra odbiera prezent.
Moja przyjaciółka spojrzała na nas zbolałym wzrokiem, a ja tylko posłałam jej pełne współczucia spojrzenie, bo nadal wycierałam łzy z policzków. Gdy odeszli, żeby zobaczyć jak Pelagia prosi o dar, Agis powiedział do mnie:
 - Jesteś okropna.
 - Nie dowartościowywuj się tak – pokazałam mu język, ale natychmiast się opanowałam, bo kątem oka kogoś zobaczyłam. Kalist. Stał tam, oparty o kolumnę, w pięknej białej bluzce i jasnych spodniach, i z głową zawadiacko przekrzywioną na bok przypatrywał się nam z uśmiechem. Wygląda jak bóg, pomyślałam. Kurcze, Elerina, on JEST bogiem, ogarnij się. Natychmiast poczułam jak robi mi się gorąco i miałam wrażenie, że tak jak wujkowi Hadesowi płoną mi włosy. To głupie, to tylko chłopak. Młody, przystojny, inteligentny, zabawny, cudowny chłopak.
Zrozumiałam, że coś się dzieje dopiero gdy dostałam od Agisa w ramię.
 - Elerino, czy ty mnie w ogóle słuchasz?
 - Co? – spytałam nadal wpatrzona w obiekt moich uczuć.
Agis popatrzył na mnie i odwrócił wzrok w stronę, w którą patrzyłam, po czym prychnął i poszedł w kierunku Hermiony. W chwili kiedy odszedł ode mnie mój brat zaczął się zbliżać Kalist. Nie, nie, nie, nie, nie, nie… Nie zostawiaj mnie! Dlaczego ON tu idzie?! Zaczęłam rozglądać się z paniką w poszukiwaniu pomocy, ale wszyscy skupili się na Pelagii. W pewnym momencie nie było odwrotu.
 - Cześć. Elerina? – usłyszałam.
 - Cześć… T-tak, to j-ja… - kurcze, chyba się zbyt zdenerwowałam, muszę się uspokoić – A ty jesteś Kalist, prawda? – jakbym nie wiedziała. Chłopak był jakiś rok starszy ode mnie – gdy byliśmy mali ja bawiłam się z Hermioną, a Agis właśnie z nim, bo Parteniusz, brat bliźniak Hermiony, jakoś nie miał na to ochoty. No więc miał jakieś siedemnaście lat, był synem Apolla i muzy Euterpe, po której odziedziczył zamiłowanie do gry na flecie, no i byłam w nim zakochana.
 -  - Do usług, panienko - skłonił się przede mną z udawaną powagą, ale nie udało mu się to, gdyż ciągle miał na twarzy ten zabójczy uśmiech. - A tak w ogóle to co słychać?
 - W porządku. To znaczy, trochę mnie irytują takie imprezy, wszędzie jest hałas i tak dalej... Po prostu się na tym nudzę.
 - Zauważyłem - Czy tylko ja przeczytałam to jako "patrzę na ciebie"? Chyba jestem cała czerwona... - Ja też ich nie lubię. Nigdy nie dzieje się nic ciekawe... - nie zdążył nawet dokończyć, bo w tej chwili Hermiona i Pelagia zaczęły po sobie wrzeszczeć, po czym ta starsza zamaszyście okręciła się wokół własnej osi i zniknęła. Kątem oka zauważyłam, że Agis starał się niezauważony wyjść z sali.
 - Nie dzieje się nic ciekawego? - zapytałam mojego rozmówcę z lekkim uśmiechem.
 - Dobra, niech ci będzie. Twój ojciec cię woła. A Hades jest meeega wkurzony – spojrzałam we wskazaną stronę. Rzeczywiście, muszę szybko iść, bo zaraz rozwali cały Olimp.
 - Nie obrazisz się, jak cię zostawię?
 - Idź. Pogadamy później. - chyba nie ogarnęłam, co do mnie powiedział, bo w tej samej chwili wziął kosmyk moich włosów i poprawił mi go na ramieniu. Po czym ze smutnym uśmiechem odszedł.
Stałam tam jeszcze dobre kilka sekund zanim dotarło do mnie, że muszę iść do ojca. Podbiegłam tam i szybko musiałam się cofnąć, bo wściekły wujek Hades prawie mnie spalił.
 - Elerino, czy możesz powiedzieć cokolwiek o tej sytuacji?
 - Hmm, no więc Hermiona zanim się teleportowała to była dość mocno wkurzona i... zdołowana? Parteniusz chciałby zacząć walić głową o mur, a Pelagia jest naprawdę zadowolona. Tak trochę sadystycznie zadowolona.
 - Sadystycznie?! - ryknął ojciec wyżej wspomnianej - SADYSTYCZNIE?!?!?!
 - Hades, bracie, uspokój się. Córeczko, leć po Agisa, niech on coś z tym zrobi, bo zaraz cały Olimp stanie w płomieniach.
  - Yyy... - zaczęłam trochę niepewnie, nie chciałam pogarszać sytuacji - No więc... Agis, hmm, on wyszedł.
  - Wyszedł? - zapytał mój wuj i już go nie było.
W tym czasie do mnie i mojego ojca podeszła Persefona z resztą swoich dzieci.
 - Cóż, Zeusie, dziękujemy za wspaniałą Uroczystość, niestety będziemy się zbierać, jak widać mój mąż już sobie poszedł.
 - Ależ nie ma sprawy. Do zobaczenia następnym razem.
Wszyscy zaczęli się żegnać i rozchodzić, a ja rozejrzałam się ukradkiem po sali. Nie było już go. Trudno, pomyślałam ze smutkiem i szybkim krokiem poszłam do pokoju czatować na mojego brata.
Wrócił po jakiejś pół godziny. Kopnął drzwi od swojego pokoju tak, że otworzyły się na oścież i walnęły w ścianę, a że mój pokój jest zaraz obok, to z regału zsunęło mi się kilka książek. Podeszłam do jego drzwi i lekko zapukałam w futrynę.
 - Wszystko w porządku? - zapytałam z nadzieją. Spojrzał na mnie z furią w oczach. Nigdy nie widziałam kogoś tak wściekłego, Hades zdenerwował się tak bardzo może tylko kilka razy, ale on to miał normalnie. Natomiast Agis, osoba zazwyczaj spokojna teraz wydzierała się na mnie w najlepsze. A najgorsze było to, że nie mogłam sprawdzić jego aury. Była taka jakby... zamglona?
 - Czy wszystko w porządku? Czy wszystko jest w porządku?! NIC nie jest w porządku! Ty nie jesteś w porządku, twoje durne pytania nie są w porządku, nasza droga kuzynka nie jest w porządku, ta przepowiednia nie jest w porządku, a ja to w ogóle ze wszystkich znowu najgorszy!!!
 - Stop, przepowiednia? Jaka?
Agis zatrzymał się w pół kroku i spojrzał na mnie z politowaniem.
 - Jaka przepowiednia? Ooo... To Hermiona ci nie powiedziała? Twoja droga przyjaciółka wcale nie jest taka święta jak ci się wydaje.
 - Co? Ale o co chodzi? - niezbyt rozumiałam to co mówił, ale gdzieś we mnie pojawiła się wątpliwość.
 - O to, że jak zacznie cię poniżać albo wywyższać się, to to będzie naturalną koleją rzeczy. Ale widocznie jesteś zbyt głupia i naiwna by to pojąć.
Zabolało.
 - Wiesz co, Agis? - odparłam ze łzami w oczach, zamierzając jak najszybciej wyjść - Wypchaj się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz