Wysoko,
na górze pokrytej chmurami mieści się królestwo pewnego boga. Wszechmocnego,
władającego całym znanym światem. Ów bóg to Zeus. Ma piękną żonę Herę i trójkę
dzieci.
Dobra, dość, zaczynam
gadać jak Hermiona,
pomyślałam i odłożyłam swój notatnik na miejsce. Walnęłam się na łóżko i
pogrążyłam się w myślach.
Dzisiaj
miała się odbyć Uroczystość Wieczności, na której jubilat mógł poprosić o
spełnienie jednego marzenia, najczęściej wiążącego się z jakąś mocą. Do teraz
pamiętam każdy szczegół dnia, w którym to ja i Agis prosiliśmy naszego ojca o
dary. Ja poprosiłam go o moc odczytywania aury i uczuć dowolnego stworzenia, a
mój bliźniak o możliwość wpływania na nie. Wzajemnie się uzupełnialiśmy. To
była jedna z niewielu rzeczy, z których jestem naprawdę zadowolona.
A
dziś o moc miała poprosić Pelagia, moja młodsza, jakże uwielbiana przez
otoczenie kuzynka. Czyli będzie także jej siostra, a moja najlepsza
przyjaciółka. To dobrze, wreszcie sobie spokojnie pogadamy, bez żadnego ,,Gdzie
ty się szlajałaś?!" od strony jakiegokolwiek rodzica. No chyba że zniknie
z Agisem.
- El! - usłyszałam wyżej wspomnianego, który
nagle zapragnął wleźć do mojego pokoju bez uprzedzenia - Zbieraj się! Mamy mało
czasu, naprawdę mało! Widziałaś moją ulubioną koszulkę?
- Agis. Jakbyś zapomniał, to prosiłam żebyś
pukał. Poza tym JA jestem gotowa od 40 minut, a TY mnie poganiasz, chociaż sam
łazisz tylko w gaciach? Tak, widziałam, leży gdzieś na korytarzu w okolicach
pokoju Herkulesa.
- Ratujesz mi życie, siostrzyczko - rzucił, po
czym wybiegł z pomieszczenia. Zdążyłam jeszcze za nim krzyknąć:
- Nie wiem, jak wiadomość o koszulce ratuje ci
życie, ale proszę. I nie przejmuj się tym, że zostawiłeś drzwi otwarte na
oścież!
Po
czym wstałam, jeszcze raz przejrzałam się w lustrze i wyszłam na zewnątrz.
Poszłam
korytarzem mijając po drodze kilka pokoi, skręciłam w lewo i znalazłam się
przed wielkimi, bogato zdobionymi drzwiami prowadzącymi do sali balowej. Na
szczęście były otwarte, więc mogłam zrobić moje ulubione ,,Wielkie
Wejście" nie musząc ich pchać jak jakaś ofiara. Nie moja wina, że nie
jestem zbyt silna, to Herkules jest herosem, nie ja. W każdym razie weszłam do
pomieszczenia i od razu się uśmiechnęłam, bo zobaczyłam Hermionę z rodziną i
moim ojcem. Najlepszy był jednak mój brat, który skradał się do niej od tyłu
chcąc ją wystraszyć. Szybkim krokiem pokonałam odległość do niego i złapałam go
za rękę.
- Cii! Co chcesz? - wyszeptał.
- Czekaj chwilę - odpowiedziałam.
Stanęliśmy
cicho za nią powstrzymując się od śmiechu. Nagle Hermiona w środku rozmowy
Hadesa z moim ojcem zapytała:
- Cześć wujek. Widziałeś może Agisa i Elerinę?
- Stoją za tobą - odpowiedział mój ojciec, a
ja posłałam mu spojrzenie Meduzy. Hermiona odwróciła się uśmiechem i zawołała:
- Witaj Agis! Witaj Elerino!
No
tak, Agis pierwszy.
Zrobiła
krok w naszą stronę, a jej ojciec jak cień za nią. Po chwili stanęła przed nami
i z lekko speszonym uśmiechem powiedziała:
- Tato, dyszysz mi na kark.
Rozwaliło
mnie to na łopatki i przez następną minutę nie mogłam powstrzymać się od
śmiechu. Hadesowi włosy spłonęły ze zdenerwowania (co tylko powiększyło moje
rozbawienie) i wycedził do córki:
- Hermiono, chodź. Twoja siostra odbiera
prezent.
Moja
przyjaciółka spojrzała na nas zbolałym wzrokiem, a ja tylko posłałam jej pełne
współczucia spojrzenie, bo nadal wycierałam łzy z policzków. Gdy odeszli, żeby
zobaczyć jak Pelagia prosi o dar, Agis powiedział do mnie:
- Jesteś okropna.
- Nie dowartościowywuj się tak – pokazałam mu
język, ale natychmiast się opanowałam, bo kątem oka kogoś zobaczyłam. Kalist. Stał
tam, oparty o kolumnę, w pięknej białej bluzce i jasnych spodniach, i z głową
zawadiacko przekrzywioną na bok przypatrywał się nam z uśmiechem. Wygląda jak bóg, pomyślałam. Kurcze, Elerina, on JEST bogiem, ogarnij
się. Natychmiast poczułam jak robi mi się gorąco i miałam wrażenie, że tak
jak wujkowi Hadesowi płoną mi włosy. To
głupie, to tylko chłopak. Młody, przystojny, inteligentny, zabawny, cudowny
chłopak.
Zrozumiałam,
że coś się dzieje dopiero gdy dostałam od Agisa w ramię.
- Elerino, czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Co? – spytałam nadal wpatrzona w obiekt
moich uczuć.
Agis
popatrzył na mnie i odwrócił wzrok w stronę, w którą patrzyłam, po czym
prychnął i poszedł w kierunku Hermiony. W chwili kiedy odszedł ode mnie
mój brat zaczął się zbliżać Kalist. Nie,
nie, nie, nie, nie, nie… Nie zostawiaj mnie! Dlaczego ON tu idzie?! Zaczęłam
rozglądać się z paniką w poszukiwaniu pomocy, ale wszyscy skupili się na
Pelagii. W pewnym momencie nie było odwrotu.
- Cześć. Elerina? – usłyszałam.
- Cześć… T-tak, to j-ja… - kurcze, chyba się zbyt zdenerwowałam, muszę
się uspokoić – A ty jesteś Kalist, prawda? – jakbym nie wiedziała. Chłopak
był jakiś rok starszy ode mnie – gdy byliśmy mali ja bawiłam się z Hermioną, a
Agis właśnie z nim, bo Parteniusz, brat bliźniak Hermiony, jakoś nie miał na to
ochoty. No więc miał jakieś siedemnaście lat, był synem Apolla i muzy Euterpe,
po której odziedziczył zamiłowanie do gry na flecie, no i byłam w nim
zakochana.
- - Do
usług, panienko - skłonił się przede mną z udawaną powagą, ale nie udało mu się
to, gdyż ciągle miał na twarzy ten zabójczy uśmiech. - A tak w ogóle to co
słychać?
- W porządku. To znaczy, trochę mnie irytują
takie imprezy, wszędzie jest hałas i tak dalej... Po prostu się na tym nudzę.
- Zauważyłem - Czy tylko ja przeczytałam to jako "patrzę na ciebie"? Chyba
jestem cała czerwona... - Ja też ich nie lubię. Nigdy nie dzieje się nic
ciekawe... - nie zdążył nawet dokończyć, bo w tej chwili Hermiona i Pelagia
zaczęły po sobie wrzeszczeć, po czym ta starsza zamaszyście okręciła się wokół
własnej osi i zniknęła. Kątem oka zauważyłam, że Agis starał się niezauważony
wyjść z sali.
- Nie dzieje się nic ciekawego? - zapytałam
mojego rozmówcę z lekkim uśmiechem.
- Dobra, niech ci będzie. Twój ojciec cię
woła. A Hades jest meeega wkurzony – spojrzałam we wskazaną stronę. Rzeczywiście,
muszę szybko iść, bo zaraz rozwali cały Olimp.
- Nie obrazisz się, jak cię zostawię?
- Idź. Pogadamy później. - chyba nie
ogarnęłam, co do mnie powiedział, bo w tej samej chwili wziął kosmyk moich
włosów i poprawił mi go na ramieniu. Po czym ze smutnym uśmiechem odszedł.
Stałam
tam jeszcze dobre kilka sekund zanim dotarło do mnie, że muszę iść do ojca.
Podbiegłam tam i szybko musiałam się cofnąć, bo wściekły wujek Hades prawie
mnie spalił.
- Elerino, czy możesz powiedzieć cokolwiek o
tej sytuacji?
- Hmm, no więc Hermiona zanim się
teleportowała to była dość mocno wkurzona i... zdołowana? Parteniusz chciałby
zacząć walić głową o mur, a Pelagia jest naprawdę zadowolona. Tak trochę
sadystycznie zadowolona.
- Sadystycznie?! - ryknął ojciec wyżej
wspomnianej - SADYSTYCZNIE?!?!?!
- Hades, bracie, uspokój się. Córeczko, leć po
Agisa, niech on coś z tym zrobi, bo zaraz cały Olimp stanie w płomieniach.
- Yyy... - zaczęłam trochę niepewnie, nie
chciałam pogarszać sytuacji - No więc... Agis, hmm, on wyszedł.
- Wyszedł? - zapytał mój wuj i już go nie
było.
W
tym czasie do mnie i mojego ojca podeszła Persefona z resztą swoich dzieci.
- Cóż, Zeusie, dziękujemy za wspaniałą
Uroczystość, niestety będziemy się zbierać, jak widać mój mąż już sobie
poszedł.
- Ależ nie ma sprawy. Do zobaczenia następnym
razem.
Wszyscy
zaczęli się żegnać i rozchodzić, a ja rozejrzałam się ukradkiem po sali. Nie
było już go. Trudno, pomyślałam ze
smutkiem i szybkim krokiem poszłam do pokoju czatować na mojego brata.
Wrócił
po jakiejś pół godziny. Kopnął drzwi od swojego pokoju tak, że otworzyły się na
oścież i walnęły w ścianę, a że mój pokój jest zaraz obok, to z regału zsunęło
mi się kilka książek. Podeszłam do jego drzwi i lekko zapukałam w futrynę.
- Wszystko w porządku? - zapytałam z nadzieją.
Spojrzał na mnie z furią w oczach. Nigdy nie widziałam kogoś tak wściekłego,
Hades zdenerwował się tak bardzo może tylko kilka razy, ale on to miał
normalnie. Natomiast Agis, osoba zazwyczaj spokojna teraz wydzierała się na
mnie w najlepsze. A najgorsze było to, że nie mogłam sprawdzić jego aury. Była
taka jakby... zamglona?
- Czy wszystko w porządku? Czy wszystko jest w
porządku?! NIC nie jest w porządku! Ty nie jesteś w porządku, twoje durne
pytania nie są w porządku, nasza droga kuzynka nie jest w porządku, ta
przepowiednia nie jest w porządku, a ja to w ogóle ze wszystkich znowu
najgorszy!!!
- Stop, przepowiednia? Jaka?
Agis
zatrzymał się w pół kroku i spojrzał na mnie z politowaniem.
- Jaka przepowiednia? Ooo... To Hermiona ci
nie powiedziała? Twoja droga przyjaciółka wcale nie jest taka święta jak ci się
wydaje.
- Co? Ale o co chodzi? - niezbyt rozumiałam to
co mówił, ale gdzieś we mnie pojawiła się wątpliwość.
- O to, że jak zacznie cię poniżać albo
wywyższać się, to to będzie naturalną koleją rzeczy. Ale widocznie jesteś zbyt
głupia i naiwna by to pojąć.
Zabolało.
- Wiesz co, Agis? - odparłam ze łzami w
oczach, zamierzając jak najszybciej wyjść - Wypchaj się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz