wtorek, 3 listopada 2015

Hermiona

W najgłębszych czeluściach mieści się Królestwo pewnego Boga. Wygnanego przez braci. Ów Bóg to Hades. Ma on piękną żono Persefonę i czwórkę dzieci.
Dobra i to chyba tyle w roli wstępu, pomyślała Hermiona, zamykając swój pamiętnik.
Jest już pierwsza trzydzieści. Muszę się zbierać. Dziewczyna szybko schowała pamiętnik i pobiegła do salonu, w którym był już Parteniusz i Pelagia.
-Witaj idioto...- Skinęłam głową w stronę brata, ten tylko obrócił się do mnie tyłem. Byłam do tego przyzwyczajona.
Podeszłam do Pelagii i podałam jej kartkę z życzeniami. Dziewczyna tylko zrobiła minę typu 'Tylko tyle, a gdzie mój prezent...
Tak, tak. Moja siostra ma dziś urodziny, lecz nie widzę w tym nic dziwnego każdy raz w roku je ma.
Do salonu weszła nasza mama. Podeszła do Pelagii i złożyła jej życzenia. Minęła Parteniusza, przy czym poczochrała mu włosy.
-Mamo... - Burknął mój brachol.
Przytuliłam się do mamy z uśmiechem od ucha do ucha.
-Jesteś szczęśliwa, że znów idziemy na Olimp?- Powiedziała mama, głaskając mnie po policzku. Moja mama znała mnie najlepiej.
-Tak. Wreszcie ich... - Nie zdążyłam skończyć zdania, gdy Pelagia się do mnie odezwała. Serio ona coś do mnie powiedziała.
-Ty się tak nie ciesz, to są moje urodziny, a nie twoje.- Pelagia podeszła do mnie. - To ja tu jestem najważniejsza i zawsze tak było. I zawsze tak będzie.- Już miałam jej jakoś odpowiedzieć, gdy w salonie pojawiła się Heliodora i nasz ojciec.
-Już, wszyscy gotowi. Trzeba wyruszać. - Mój ojciec jak zawsze na widok Pelagii miał uśmiech na twarzy, a gdy tylko spojrzał na mnie i Parteniusza obróconych do siebie plecami, pojawił się grymas. I wzrok zszedł na mnie.
-No co...? Przytulać się z nim nie będę. - Odeszłam obrażona na bok.
Nie wiem dlaczego, ale wszyscy mi się dziwią, że jako jedyna potrafię się ojcu sprzeciwiać i postawić.
Po chwili wszyscy już ruszyliśmy na Olimp. Kochałam to miejsce. Było takie ciekawe i całkowicie przeciwne do naszego domu. Tam było mnóstwo bieli i słońca.
Gdy weszliśmy, przywitała nas masa uśmiechniętych twarzy.
-Hades bracie... Jak dobrze Cię widzieć. Co tam w podziemiach? - Wujek Zeus jak zawsze wypytywał o wszystko mojego ojca.
-No wiesz. Mroczno, ponuro. - Odpowiedział mój ojczulek z nie za ładną miną. Nadal ma za złe, że został wygnany.
Moja mama rozmawiała z ciocią Herą. Ja podeszłam do wujka, mijając niezadowolonego ojca.
-Cześć wujek. Wiesz może, gdzie jest Agis i Elerina?- Pytałam z nadzieją, że będzie znał odpowiedź na moje pytanie.
-Stoją za tobą. - Odpowiedział mój wujek. Gdy tylko się obróciłam, ujrzałam pięknego 16 latka i jego także piękną siostrę. Agis był drugim synem Zeusa i Hery. Jak dla mnie był przystojniejszy od swego starszego brata Herkulesa. Z Agisem zawsze mi się dobrze rozmawiało. Często przebywałam z nim, gdy ojciec myślał, że jestem na ziemi. Za to Elerina była jego młodszą siostrą bliźniaczką i moją najlepszą przyjaciółką. Nie widziałam życia bez niej. Uśmiechnięta podbiegłam do rodzeństwa.
-Witaj Agis. Witaj Elerina.- Powiedziałam lekko speszona tym, iż tuż na moimi plecami stał mój ojciec. - Tato dyszysz mi na kark. - Obróciłam się w stronę taty.
-Hermiono chodź. Twoja siostra odbiera prezent. - Tata pociągnął mnie za ramię w stronę Pelagii, która stała teraz przed Zeusem.
-Pelagio, gdyż są twoje 7 urodziny, spełnię jedno twoje życzenie. - Zeus z powagą mówił do Pelagii. - Tylko zastanów się dobrze.- Ostrzegł ją.
-Chcę być duchem.- Cały Olimp zamilkł. Super jak ja powiedziałam, że chce być wampirem, wszyscy na mnie krzyczeli, że mnie chyba głowa boli, a tu nic.
-Kochanie może zmienisz zdanie, bycie duchem nie jest, aż tak fajne, jak myślisz. - Moja mama próbowała ją przekonać.
-Nie. To jest moje życzenie i go nie zmienię. Ja potrafię dobrze wykorzystać jedyną taką szanse. Nie to, co inni.- Pelagia spojrzała na mnie. I się zaśmiała. Zeus podniósł swoją rękę i po chwili życzenie mojej młodszej siostry się spełniło. Podeszłam do niej.
-Powiem Ci jedno. Próbując, na siłę upodobnić się do kogoś nic Ci nie da. I tak nie będziesz taka, jak Heliodora...!- Krzyknęłam, po czym teleportowałam się gdzieś na ziemie. Jak ja nie lubię mieć charakteru po ojcu. Za szybko się denerwuje. Cała nasz rodzina wiedziała, że Heliodora jakby tylko mogła, poprosiłaby Zeusa o zostanie duchem... Zawsze tego chciała, a ta mała gnida tylko próbuje się stać taka jak ona, lecz jej to nie wyjdzie.
Siedziałam sobie z nogami zwieszonymi nad jakąś przepaścią. Nawet jakbym spadła to bym przeżyła. I nawet znalazłabym się w swoim pokoju. Przyglądałam się jakiejś rodzinie. Szczęśliwej rodzinie, gdy ktoś dotknął mojego ramienia. Gdy się obróciłam, zobaczyłam Agisa. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Witam panią... - Chłopak siadł koło mnie.
-Witam pana... - Powiedziałam, patrząc, jak siada koło mnie. - Czy to nie piękne mieć, taką kochającą rodzinę... Móc mówić, że nigdzie nie jest lepiej niż w domu... - Patrzyłam, jak uśmiechnięte dzieci gonił się po podwórku.
-No tak. Znowu przy mnie myślisz na głos. Przecież ty masz rodzinę. Ko... - Agis nie zdążył dokończyć.
-Nie mów, że ja mam kochającą rodzinę. Ojciec, gdyby nie przepowiednia miałby mnie i Parteniusza
w nosie... Pelagia jest na razie jego kochaną córeczką, bo próbuje być taka jak Heliodora... Jak jego najstarsza córka, która nie przyjmuje do rozumu znaczenia słów miłość, rodzina, dobro... A moja mama... - Po policzku zaczęła mi spływać łza. - A moja mama widzi we mnie mojego ojca. Osobę, która zmusiła a ją do ślubu i do miłości. Jeżeli w ogóle można kogoś zmusić do miłości. To ty masz rodzinę, która jest podobna do tamtej. - Przetarłam oczy. Akurat jedno z dzieci przewróciło się na ziemie i stłukło kolano. Z płaczem podeszło do mamy, a ta ucałowała je w czółko. Podszedł do niego drugi chłopczyk, wyglądał na jego brata i go przytulił.
-Ty sobie nie zdajesz sprawy, co ja przeżywam. - Agis powiedział z odrazą.
-Ja nie wiem? Właśnie, że wiem. Masz kochającą rodzinę. - Mówiłam, to patrząc mu w oczy.
-U mnie nie jest tak kolorowo, jak Ci się zdaje. Rodzice ciągle porównują mnie z Herkulesem. Z panem wspaniałym. A on mnie zawsze poniża jak tylko znajdzie najmniejszy sposób i zawsze robi to, w taki sposób by rodzice zobaczyli, jaka ze mnie łamaga. A moja siostra jest kochaną córeczką. Więc wszystko jej odpuszczają. To nie jest wspaniała rodzina. - Agis wstał i powoli odszedł. - Nie będę już z tobą rozmawiać. Jesteś tak samo głupia, jak twoja rodzina. Nie chce rozmawiać z kimś, kto ma w przyszłości poniżać mnie i moją siostrę.
-Co...? Agis... Ja... Nigdy bym nie mogła.- Stałam, oszołomiona patrząc na chłopaka.
-Przestań kłamać. I wróć do swojej czeluści, bo powiem ojcu o przepowiedni. - Agis obrócił się z gniewem na twarzy.
Ja z rozbiegu skoczyłam w przepaść. Po chwili byłam już u wrót Hadesu. Pobiegłam przez salon, w którym wszyscy siedzieli, do swojego pokoju. Skoczyłam na łóżko i zaczęłam płakać w poduszkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz